wtorek, 28 lipca 2015

Szydełkować: czas --> start!

Początek bloga, to może opiszę, jak się zaczęła moja przygoda z szydełkiem :) Miało być tylko DIY ale przeglądając YT natknęłam się na tutorial bucików dziecięcych, robionych na szydełku. Kilka półsłupków dalej, doszłam do wniosku, ze to przecież jest proste jak drut. Porzuciłam kleje, brokaty i inne takie i poleciałam do pasmanterii po nowe „zabawki”. W sieci doczytałam czym najlepiej zaczynać i tak w moje łapki wpadło piękne, metalowe szydełko w kolorze złota o rozmiarze 4 mm. Pani w sklepie poleciła odpowiednie włóczki.

szydełko 4 mm / niestety nie pamiętam nazwy włóczki
Pełna entuzjazmu, gotowa do działania włączyłam filmik (KLIK). Nie znałam żadnych pojęć. Łańcuszek? Nosi się na szyi, oczko to można do kogoś puścić ;) a słupki stoją na chodnikach. Na szczęście filmik jest niesamowity - wyraźny i lekko przedstawiony. Pan świetnie tłumaczy, pokazuje jak, co i gdzie wbić, ile nawinąć. Wszystko miałam podane jak na tacy, wystarczyło zacząć. 3, 4, 5 kurka, prujemy i tak milion razy. Gdzie się to wbija? Jak to przeciągnąć? Hmm.. Od początku :) Pełne skupienie, podeszwa jest – uff.. Lecimy, boki – krzywo za dużo oczek – trudno. Dalej (źrenice wielkości piątaka, z czoła pot) … CO? Jaką górą łączone? Spokojnie :) Cofam. Ok zrobione. Jeszcze tylko wykończenie.. JEST! Udało się! Po całych 30 min otrzymałam swój pierwszy wydziergany bucik. Zadowolona i dumna ze swojego dzieła chciałam pochwalić się mamie :) Dopiero aparat pokazał co jest nie tak.. Tu krzywo, tam „zjadłam” oczko. Za ciasno, za luźno.. Zrobiłam więc drugiego – przecież to nie może być takie trudne.. Skończone. Wyszło troszkę lepiej. Jest światełko w tunelu – będzie dobrze :) Mama pochwaliła, chłopak też. Najgorzej w sumie nie jest więc do roboty, to w końcu trening czyni mistrza. I tym oto sposobem powstały 3 buciki :)
Nie należę do osób cierpliwych, co mija się z szydełkowaniem, więc wolałam nie tracić czasu na uczenie się podstaw. Znalazłam jasny tutorial więc na jego podstawie stawiałam fundamenty szydełkowania. Zaległości uzupełniałam przy kolejnych robótkach. Najważniejsze jest by nie zrażać się przy pierwszych podejściach. Nie ma robótek bez prucia. To jakby nieodłączne elementy układanki. I w tym cała zabawa :)

Oto moje kochane "koślawce" :)








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz